Wakacyjne Bieszczady 2016

Pomysł na wyjazd w Bieszczady powstał rok temu. Kiedy znaleźliśmy termin dogodny dla każdego z nas, pogoda pokrzyżowała nam plany, przez co kierunek wyjazdu został zmieniony o 180 stopni – Góry stołowe…
Tego roku miało być inaczej. Termin został z dużym wyprzedzeniem ustalony, nocleg zaklepaliśmy w Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej, a pogoda miała tym razem z nami współpracować…
Na tydzień przed wyjazdem prognoza była bardzo optymistyczna. Niestety do czasu. Z każdym dniem, weekend miał być coraz bardziej mokry i pochmurny. Mimo to podjęliśmy decyzję by odwiedzić Brać Motocyklową.

Wyruszamy w piątek około godziny 16. Cztery motocykle, dwa DL650, MT07 i XJ600 – odpowiednio masosz, Hermes, bartup i Bartek. Nasza trasa przeważnie składała się z żółtych trzycyfrowych dróg, ale zdarzyło się, że zboczyliśmy na lokalne dróżki, gdzie asfalt wyglądał dziurawy szwajcarski ser.
Po drodze zrobiliśmy zapas (kiełbasek “) i w BPM zameldowaliśmy się o 22.

To był mój pierwszy raz w BPM – pierwsze wrażenie MEGA POZYTYWNE!! Dużo motocykli, wszyscy się integrują przy ognisku. Nie ma podziałów czy gejes, czy armatura, czy szlifierka. Wszyscy razem gawędzą i dobrze się bawią. Klimat MEGA.
Gdy się zakwaterowaliśmy, nieśmiało dołączyliśmy do grona przy ognisku i czas stanął w miejscu.

W nocy popadało.

Na drugi dzień, Marek (serdecznie pozdrawiamy) pokazał nam jak mamy jechać, by “liznąć” Bieszczady (trasa). Przy okazji wspomniał, że w Myczkowie Jego kolega ma restaurację, gdzie jest dobre żarcie. Bez zastanowienia wpisaliśmy Myczkowiankę w program “na dziś”. Nawigacja grzecznie wyznaczyła trasę i pojechaliśmy. Droga zdążyła obeschnąć, przez co można było troszkę bardziej agresywnie pokonywać liczne winkle.

Po drodze zatrzymaliśmy się w Majdanie, gdzie jest Bieszczadzka Kolejka Leśna. Z całą pewnością, nie jeden miłośnik kolei znalazł by tam coś dla siebie.
Pierwsza Tama na Solinie nie zaskoczyła mnie niczym. Tak jak przypuszczałem było tam od groma ludzi i kolorowych straganów. Głośno, strasznie. Nie poświęcając zbyt dużo uwagi temu miejscu, pognaliśmy na obiad do Obcego (serdecznie pozdrawiamy). Jak tylko wjechaliśmy na parking restauracji, Obcy wyskoczył przez drzwi i z wielkim uśmiechem na twarzy serdecznie przywitał się z nami i zaprosił do środka. Gadka szmatka i zamawiamy specjały Myczkowianki (mój pstrąg na maśle był MEGA!! gorąco polecam). Syci, rozmarzeni i rozleniwieni po pysznym obiedzie niechętnie zbieramy się w dalszą cześć trasy. Pożegnaliśmy się z Obcym i w drogę!
Kolejny nasz przystanek miał miejsce w browarze Ursa Maior, gdzie kupiliśmy kilka browarków na wieczór.
w BPM meldujemy się około 19 i ponownie czas się zatrzymał.

Niedziela miała być deszczowa i była… Zwlekaliśmy z wyjazdem w nadziei, że przestanie padać.

Niestety, nasz powrót odbył się w towarzystwie intensywnego deszczu… Ale nawet to nie zdołało zatrzeć bardzo pozytywnego wrażenia po weekendowym wypadzie….

Pierwszy raz byłem w Bieszczadach i się w nich zakochałem. Wszędzie zielono, zdarzają się fajne brody rzeczne, dużo lokalnych wąskich dróg, z dobrym alfaltem. Są miejsca gdzie można zejść na kolanko i co najważniejsze dla mnie – jeszcze jest tam dziko i widać, że nie wszędzie człowiek maczał swoje palce…

Pierwszy raz byłem w Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej – w miejscu które pokochałem, za to, że uwidacznia magię motocyklizmu. Magię, gdzie wszyscy czują się jak jedna wielka rodzina. Magię, gdzie można poznać, każdego dnia, wielu wspaniałych ludzi, których łączy zamiłowanie do 2oo.

Pierwszy raz byłem w restauracji Myczkowianka, która wywarła na mnie super wrażenie. Pyszne jedzenie, mega miła i uprzejma obsługa.

Na pewno, w te wszystkie miejsca jeszcze wrócę. Mam nadzieję, że już na jesień.

PS Relacja nie jest sponsorowana. Wszystko co opisałem pochodzi z moich obserwacji i doświadczeń.

PS2 Do dyskusji na temat wyprawy zapraszam tu: http://allriders.pl/forum/topic/504-wakacyjne-bieszczady-2016/